hydroponika

Rośliny ozdobne – ziemia czy hydroponika? Część pierwsza.

ściana zielona

Czy rośliny mogą rosnąć bez ziemi?

 

Klienci zawsze się dziwią – jak to w donicy nie ma ziemi? To rośliny mogą rosnąć bez ziemi? Odpowiedź brzmi – oczywiście, ziemia do niczego nie jest roślinom potrzebna. Po tym dość mocno brzmiącym w naszym kraju stwierdzeniu, podaję przykład pierwszy, który ma na celu ograniczyć znaczenie ziemi w uprawie roślin: to historyjka, której bohaterem jest twórca ogrodów wertykalnych, Patrick Blanc. W mojej opowiastce Patrick wspina się na wenezuelskie klify w poszukiwaniu prawdziwych twardzieli – roślin pionierów, które mając minimum torfu u podstawy, mogłyby przykryć masą zieleni paryskie biurowce; poszukuje także tych roślin, które dla rozwoju wspaniałych, kolorowych liści, potrzebują dla swoich korzeni, jedynie odrobiny porowatej skały. Po tym wstępie – klient nie jest jeszcze całkiem przekonany, przedstawiam przykład drugi, odrywający nas już całkiem od ziemi, robiący na moim słuchaczu znacznie większe wrażenie. Pokazuję na telefonie zdjęcia z upraw NASA, na których dorodne, wspaniałe krzaczki pomidorów i intensywnie zielono-pomarańczowe marchewki rosną sobie zawieszone niczym astronauci w powietrzu, a ich wspaniałe wiązkowe, czysto białe korzenie, wielkie niczym brody św. Mikołaja, rosną sobie zupełnie dowolnie na wszystkie strony pozbawione jakiegokolwiek pojemnika. Jak to możliwe? – pyta zaskoczony klient. No właśnie…

 

To zrobili Justus & Julius…

 

Upraszczając (to tekst na bloga, nie artykuł naukowy), kluczowe były dwa odkrycia. Justus von Liebig, chemik niemiecki ten, który wynalazł kostkę bulionową, odkrył w XIX w., że rośliny pobierają z podłoża nie jakiś tajemniczy humus, lecz związki nieorganiczne. Następnie Julius von Sachs, badający (również w XIX w.) fotosyntezę, sporządził płynne pożywki, w których rośliny mogły rosnąć. Tym samym, głównie dzięki odkryciom Panów: Justusa i Juliusa, ziemia przestała być niezbędna do uprawy roślin, bowiem, jak się okazało, wszystkie związki potrzebne roślinie do rozwoju, możemy rozpuścić w wodzie (dokładnie tak jak witaminy i aspirynę) i dostarczyć je przy podlewaniu. W przypadku hydroponiki roślina ‚stoi’ sobie korzeniami w takiej pożywce i stopniowo je pobiera. W normalnej uprawie ziemia odgrywa jeszcze inną rolę, stabilizuje duże rośliny, pionizuje je, wystawia ku słońcu. W hydroponice taką funkcję spełnia otulający korzenie i wypełniający donicę keramzyt. W aeroponice… np. sznurek.
Ok, a jak NASA odżywia swoje, „podwieszone pod sufitem” rośliny? Wyglądają naprawdę doskonale, a nie mamy tu przecież ani ziemi, ani żadnych pojemników ze stopniowo rozpuszczającą się i dokarmiającą rośliny pożywką? Otóż woda i sole mineralne są rozpylane (aerozol) bezpośrednio na korzenie roślin. W ten sposób tradycyjną ziemię (i w ogóle wszelkie podłoże) możemy pominąć całkiem. Jakieś plusy? Dwa szybkie przykłady:

  • wyobraźmy sobie takie zamknięte uprawy aeroponiczne np. warzyw na obszarach, gdzie gleby są zanieczyszczone przez niebezpieczne pestycydy,
  • do takich upraw nie musimy dostarczać ziemi z naturalnych torfowisk.

 

Rośliny ozdobne we wnętrzach : aeroponika – raczej nie, hydroponika – raczej tak.

 

Uprawy aeroponiczne są bardzo kosztowne. Wymagają skomplikowanej aparatury i odpowiedniego systemu kontroli nawilżania i przesuszania roślin. Być może kiedyś będziemy mogli uprawiać tak pietruszkę na Marsie. Na razie aeroponika jest głównie wprowadzana do nowoczesnej produkcji rolniczej i tam ją zostawmy. Podejrzewam, że większość z nas nie czerpie żadnych przeżyć estetycznych z oglądania korzeni roślin. Takie rośliny, z korzeniami na wierzchu, na pierwszy rzut oka, wyglądają dość dziwacznie. Wyjątkiem mogą być korzenie roślin umieszczonych w terrariach lub wyeksponowanych w niektórych kompozycjach bonsai. O wiele ciekawiej, z estetycznego punktu widzenia, prezentuje się hydroponika, która, podobnie do tradycyjnej uprawy w ziemi, pozwala nam prezentować roślinę jako zharmonizowaną całość z dobrej klasy donicą, w którą wystarczy, że nalejemy wodę co… uwaga – dwa tygodnie, zaś nawóz wsypiemy odpowiednią miarką… uwaga – trzy razy w roku. Fajnie? Dodatkowo, przynajmniej teoretycznie, sterylny keramzyt pozwala nam ograniczyć występowanie chorób grzybowych i szkodników. Wniosek? Hydroponika wydaje się idealnym rozwiązaniem dla współczesnego mieszkańca wielkich miast, który wiecznie się spieszy, dużo pracuje, nie ma na nic czasu, a gdy już wreszcie wyrwie się na urlop, to chce mieć pewność, że jego rośliny, które zostały w domu, w tym czasie nie ucierpią. Czy tak rzeczywiście jest?

O innych zaletach (a także wadach) uprawy hydroponicznej, w porównaniu z uprawą roślin ozdobnych w ziemi, przeczytasz w części drugiej.

© TEXT _ LILA BEZ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *