róże

Najlepsze odmiany róż ogrodowych, czyli „ferrari wśród skód” z perspektywy 2016 r.

róża herbaciana
Idealna róża… nie istnieje…

Większość klientów wyobraża sobie idealną różę ogrodową bardzo podobnie (ogrodową, ponieważ odmiany sprzedawane w kwiaciarni nie nadają się do amatorskiej uprawy w gruncie). „To musi być duży, zwarty krzew, zdrowy, okwiecony od ziemi aż po szczyty pędów i kwitnąć bez przerwy cały rok”. Najlepiej, żeby nie wymagał kopczykowania na zimę, a z przekwitniętych kwiatów oczyszczał się sam. Kwiat takiej idealnej róży musi być oczywiście ciemnoczerwony, klasyczny, taki jak w kwiaciarni, smukły i elegancki. Musi być odporny na deszcz („nie gnić i nie dostawać tych kropek na płatkach…”), mieć piękny zapach i trzymać się długo w ogrodzie, lub w wazonie. „Dwa tygodnie to minimum”. Dyplomatycznie odpowiadam tak: „proszę Państwa, o taką różę niezwykle trudno w naszym nieprzewidywalnym i zmiennym klimacie”. Jeśli chodzi o zapach, wielkość i kształt kwiatu nieomal ideałem są dla mnie róże francuskie. Sam chętnie posadziłbym w swoim ogrodzie PAPĘ MEILLANDA, CHARLES’A DE GAULLE’A albo LOLITĘ LEMPICKĄ, ale cóż, róże francuskie (wiadomo – „Francja elegancja”, trzeba chodzić, chuchać i dmuchać) nie lubią naszych zimowych temperatur, często -20/-25 stopni przy gruncie. Nie lubią także naszych upałów (palącego słońca) na zmianę z silnymi opadami. Oczywiście mamy do wyboru kilka odmian róż, które zbliżają się nieco do ideału, o tym za chwilę, ale będziemy z nich naprawdę zadowoleni tylko wtedy, gdy pogoda w danym roku dopisze.

Różane pewniaki sceptyka w kwestii rankingów.

Po dziesięciu latach pracy z różami postanowiłem wreszcie wyselekcjonować moje bezdyskusyjne faworytki wśród odmian róż. Zdecydowałem, że będę surowy i bezwzględny, nawet dla moich ulubionych odmian, i że bez żadnych skrupułów wykreślę każdą różę, która ma chociaż jedną, zdecydowanie słabą cechę. Na liście pozostaną tylko te odmiany róż, które w 90% przypadków sprawdziły mi się i rosną wspaniale w większości znanych mi ogrodów. W ten sposób powinno powstać coś na kształt ‚rankingu odmian sprawdzających się w naszym klimacie’. Od razu dopowiadam, jestem sceptykiem, jeśli chodzi o rozmaite różane rankingi, głównie z jednego powodu. Krzewy różane są organizmami żywymi. Nie są taśmowo wyrabianym, sztucznym produktem z fabryki. Oczywiście cechy w obrębie odmiany powinny być stałe, za to zdrowotność każdego krzaczka może się nieznacznie różnić np. poprzez niewłaściwe rozmnożenie i uprawę w szkółce. Co z tego, że poręczę za jakąś odmianę i dam jej wszystkie możliwe gwiazdki. Jeśli komuś trafi się akurat wadliwy egzemplarz (źle wykopany, źle ukorzeniony, chorowity, przenawożony itp.), to za nic nie da się do tej odmiany przekonać. Taka sytuacja jest często na rozmaitych blogach różanych. Zbyt wiele osób ocenia swoje róże zbyt pochopnie. Po jednym, czy dwóch sezonach, na podstawie swojego jednego krzaczka w ogrodzie wystawiają wysokie noty, lub przekreślają daną odmianę. Świadomy takiej pułapki, w moim zestawieniu postaram się jej uniknąć. Oceny odmian dokonuję na podstawie obserwacji WIELU EGZEMPLARZY danej odmiany, rosnących W RÓŻNYCH OGRODACH, opinii innych kolekcjonerów-miłośników róż na ich blogach oraz na podstawie wielu rozmów z klientami posiadającymi swoje własne rozaria i mającymi w kolekcji naprawdę ciekawe odmiany. Pod uwagę biorę tylko te róże, które można już zakupić w Polsce, przynajmniej w kilku szkółkach. Róże, które mają się sprawdzać w gruncie (nie w donicach), znoszących pod kopcem nasze zimy. Wybieram odmiany wyjątkowe, charakterystyczne, o ciekawej barwie i kształcie kwiatów, zdrowe, w większości przypadków (przy sprzyjającej w ciągu roku pogodzie) potrafią one przetrwać bez ochrony chemicznej, no i oczywiście te posiadające ciekawy zapach. Znam róże pachnące mirabelką, cynamonem, wanilią, cytrusami, ziołami, morelami… Bogactwo nut zapachowych w tej grupie roślin zdaje się niewyczerpane. Ostatnio niemieckie firmy próbują w swoich katalogach przedstawić w sposób graficzny przenikanie się nut zapachowych kwiatów poszczególnych odmian. Jak to wygląda? Przykład na zdjęciu poniżej. Mamy tu nuty zapachowe odmiany BEVERLY ukazane od tych wyczuwanych w tle, po centralnie dominujące. Żaden ze mnie Phillipe Sauvegrain, ale z katalogiem w jednej, i kubkiem kawy w drugiej ręce, wąchałem dość długo kwiaty BEVERLY w moim ogrodzie (ciężko się od niej oderwać) i uważam, że ma to sens. Ewidentnie wyczuwa się nuty zapachowe, które przedstawiono na zdjęciu.

róża Beverly zapach

 

 

 

 

 

 

 

zdjęcie ze strony _ www.kordes-rosen.com

 

Barbie i Chippendale.

Większość klientów dziwi się, słysząc o czymś takim jak róże firmowe. Są wśród nich osoby przyzwyczajone do kupowania marketowych róż w kartonikach, opisanych często jedynie jako ‚czerwona pnąca’, czy ‚różowa wielkokwiatowa’. Z punktu widzenia miłośnika róż, to kupowanie kota w worku. To tak jakbyśmy się zdecydowali kupić samochód na podstawie zamazanego zdjęcia z podpisem ‚średni żółty’. Jaka to naprawdę marka, czy to sedan czy pickup, czy to diesel czy hybryda, jak to w ogóle jeździ i czy aby nie wynikną z tego jakieś kłopoty… same niewiadome. Podobnie z różami – przede wszystkim nie wiemy, co z tego wyrośnie, czy w ogóle zakwitnie, a jeśli nawet, to czy rzeczywiście będą to kwiaty w tym pięknym kształcie i kolorze przedstawionym na pudełku? „Miała być żółta niska, a jest wielka dwumetrowa i niech pan sobie wyobrazi w ogóle nie kwitnie, co pan radzi teraz z nią zrobić, dwa lata podlewania, może ją przyciąć…”, nie zliczę, ile takich historii słyszałem. Ok. Co zatem kupujemy w naszym niepodpisanym pudełku? Ciężko powiedzieć. Najczęściej są to rozmnażane bez licencji, stare róże odmianowe: Meillanda, Kordesa, Tantau’a lub inne nieznanego pochodzenia. Najczęściej są to jakieś pochodne odmian: MAINZER FASTNACHT 1964, MONICA 1986, REBECCA 1970, DIE WELT 1976, BARKAROLE 1988, SANTANA 1985, FRESIA 1973 itp. itd. Osoba, która je rozmnaża, sama już może nie wiedzieć jaka była roślina mateczna dla tych krzewów, lub sprzedaje ją pod wymyśloną nazwą np. „BARBIE – różowa, niska”. Przyznaję, sam skusiłem się kiedyś na taką różę. Kupiłem ją z czystej ciekawości co z tego będzie. Róża owszem zakwitła, ale do urody Barbie było jej daleko (pamiętam, że próbowałem ją wówczas zidentyfikować na podstawie różnych książek, ale różowych poliantów jest chyba z tysiąc, więc dałem sobie spokój). Róża długo u mnie nie porosła. Mamy obecnie tak duży wybór wspaniałych odmian, że szkoda miejsca w ogrodzie na ‚nie-wiadomo-co’. I tak ‚Barbie” o nieznanym rodowodzie zastąpił Tantau’owski CHIPPENDALE.

Róże firmowe – gwarant cech i dobrej jakości.

Ok, dla niektórych to bez większego znaczenia. Samochód – ważne, że jeździ. Róża… no rośnie sobie i kwitnie… Bywa i tak, że z worka wyjdzie całkiem urodziwy kotek, jednak architekt krajobrazu projektujący ogród, musi zazwyczaj bardzo dokładnie dobrać róże do sąsiednich roślin lub architektury. Dobrać odpowiedni kolor, odcień kwiatów i pokrój, siłę wzrostu. Musi przynajmniej wiedzieć, czy ma do czynienia z:

  • różą okrywową (płożącą, rozrastającą się bardziej na boki niż w górę),
  • poliantem (czyli niską, około 0,6-0,8 metra wysokości różą krzaczastą WIELO-kwiatową),
  • różą WIELKO-kwiatową (o pojedynczym dużym kwiecie na końcu pędu – jak w kwiaciarni),
  • różą parkową (czyli dużym krzewem o wysokości 1,2-2 m) czy
  • wysoką różą pnącą.

Zlecenia klientów, w skrócie, wyglądają z reguły tak: proszę jakąś w miarę naturalną różą o kwiatach jasnoróżowych zasłonić ten płot; podobają mi się owoce, jakie zawiązują róże; oczywiście ważny jest także zapach. Mając takie wytyczne, nie wybiorę kota w worku, lecz np. ASTRID LINDGREN, różę na licencji duńskiej firmy POULSEN. Wiem, na podstawie odpowiedniego katalogu, że charakteryzują ją właśnie te, a nie inne cechy.

Co dla nas najistotniejsze, firmy zajmujące się hodowlą róż, gwarantują nam wysoką jakość odmian, otrzymanych na drodze wieloletnich badań, wyselekcjonowanych z setek innych, jako rośliny najbardziej odporne na choroby, powtarzające kwitnienie (to już dzisiaj standard) oraz cechujące się ciekawym kształtem pąka, wypełnieniem kwiatu, zapachem i odpowiednim wigorem – siłą wzrostu. Przykładem takich działań jest różany certyfikat ADR (Allgemaine Deutsche Rosenneuheitspfrung), który przyznaje swoim najodporniejszym odmianom firma Kordes. Otrzymują go tylko te, które przez kilka lat, w różnych warunkach (punkty badawcze są w kilku miejscach na terytorium Niemiec), okazały się najbardziej odporne na choroby grzybowe. Dla nas oznacza to, że odmiany z tym certyfikatem będziemy mogli spokojnie uprawiać bez ochrony chemicznej (oczywiście przy spełnieniu podstawowych wymogów, jakie mają róże). Ceny firmowych krzewów są wyższe od tych sprzedawanych bez nazwy w marketowych kartonikach i obecnie wynoszą w szkółkach od 15 do 40 zł za krzew danej odmiany (płacimy dodatkowo za licencję, za „prawa autorskie” do nowo powołanej do życia odmiany, czyli za żmudną pracę wielu osób uczestniczących m.in. w procesie krzyżowania i selekcji cech), ale przynajmniej wiemy, co kupujemy, tzn. wiemy, jakie cechy będą posiadały zakupione przez nas rośliny (do pełni szczęścia brakuje jeszcze, żeby sadzonki pochodziły ze sprawdzonej szkółki, spod ‚dobrej ręki’).

Róże firmowe – „ferrari wśród skód”…

W Polsce jest coraz większy wybór róż. Są już dostępne: róże angielskie Harknessa, duńskie Poulsena, mieszańce piżmowe Lensa, amerykańskie firmy Week, róże Fryera, róże Christophera Wernera, róże rodziny Guillot i inne. Nimi zajmiemy się kiedy indziej.
Jednak moje tytułowe, rankingowe „róże–ferrari”, w zdecydowanej większości, pochodzą z czterech najbardziej znanych na świecie firm różanych:

  • francuskiej: MEILLAND, istniejącej od 1850 roku,
  • angielskiej: DAVID AUSTIN, istniejącej od 1969 roku,
  • niemieckiej: KORDES, istniejącej od około 1890 roku i
  • niemieckiej: ROSEN-TANTAU, istniejącej od 1906 roku.

Róże te bez problemu i pod każdym względem (estetycznym i odpornościowym), „pozostawią w tyle” kartonikowe skody i niech mi wybaczą to blogowe porównanie wszyscy miłośnicy Skód prawdziwych. Po zagwarantowaniu krzewom podstawowych dla tych roślin wymogów: przynajmniej czterech godzin słońca, odpowiedniej gleby, podlewania i nawożenia, odmiany te na pewno nie zawiodą.

Róże pnące:

  • SCHNEEWALZER 1987,
  • ALOHA 2003,
  • LAGUNA 2004,
  • ROSARIUM UETERSEN 1977,
  • GHISLAINE DE FELIGONDE 1916 / TURBAT
  • z drobnokwiatowych zdecydowanie – HERMANN SCHMIDT 1986 / HETZEL.

Róże parkowe:

  • AUGUSTA LUISE 1999,
  • BREMER STADTMUSIKANTEN 2000,
  • ALEXANDRA PRINCESS DE LUXEMBOURG 2009,
  • CANDLELIGHT 2001,
  • GRAFIN VON HARDENBERG 2001,
  • ABRAHAM DARBY 1985.

Róże rabatowe – polianty:

  • LEONARDO DA VINCI 1993,
  • PASTELLA 2004,
  • GEBRUDER GRIMM 2002,
  • NOVALIS 2010,
  • ROSENFEE 2006,
  • BENGALI 2011.

Róże płożące – okrywowe:

  • ASPIRIN 1997,
  • GARTNERFREUDE 1999,
  • KNIRPS 1997,
  • AMBER SUN 2005
  • WEG DER SINNE 2013,
  • HEIDETRAUM 1989 / NOACK.

Róże wielkokwiatowe:

  • APHRODITE 2006,
  • ACAPELLA 1994,
  • J.W.V GOETHE 2010,
  • CHOPIN 1980,
  • BEVERLY 2007,
  • KORDES JUBILEE 2012,
  • PAROLE 2001,
  • SOUVENIR DE BADEN BADEN 2007.

Jeszcze tylko „Must Have” i koniec.

Skończyłem. Patrzę na ranking i widzę same doskonałości w swoich grupach. Z drugiej strony, patrzę na mój pokreślony notatnik i… nie ukrywam, żal mi wielu wykreślonych odmian. Są z całą pewnością warte uwagi, ale zawsze do czegoś można się przyczepić: a to kwiaty się palą w słońcu, albo słabiej powtarza, albo łapie mączniaka itp., ale proszę mi wierzyć, nie wyobrażam sobie bez nich prawdziwego różanego ogrodu. Do rankingu dołączam zatem jeszcze jedną kategorię (dedykuję ją wszystkim uzależnionym od róż), którą tytułuję „MUST HAVE”. Serdecznie polecam te odmiany, jeśli macie jeszcze miejsce w ogrodzie, posadźcie je, bo są absolutnie tego warte:

  • JACQUELINE DU PRE 1989,
  • SOUVENIR DU DOCTEUR JAMAIN 1865,
  • BOUQUET PARFAIT 1989,
  • MUNSTEDWOOD 2005,
  • GOLDELSE 1999,
  • LAVENDER ICE 2012,
  • NAOMI RENAISSANCE 2011,
  • GRUSS AN AACHEN 1909,
  • EDEN ROSE 1985,
  • HOT CHOCOLATE 2002,
  • ASHRAM 1998,
  • JACQUES CARTIER 1842,
  • ROSEMARY HARKNESS 1985,
  • WILLIAM SHAKESPEARE 2000,
  • ASTRONOMIA 2006,
    i może jeszcze… nie… Koniec.
© TEXT _ LILA BEZ

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *